fbpx

Zamachowiec, którego zdradził język. Recenzja Manhunt: Unabomber

NETFLIX

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego stoicie na czerwonym świetle w środku nocy, gdy na horyzoncie nie maluje się nawet cień bytności innego pojazdu? Dlaczego podążacie trasami strzałek wytyczonymi w Ikei? Dlaczego marzycie o kupnie telefonu, telewizora, samochodu? Dlaczego schematy Waszego życia w tak małym stopniu różnią się od planów otaczających Was ludzi? Wiadomo, że myślał o tym Ted Kaczynski, znany amerykański zamachowiec, który w latach 90. ogłosił słynny manifest o charakterze zbliżonym w swych założeniach do anarchoprymitywizmu. 

Społeczeństwo przemysłowe i jego przyszłość

manhunt: unabomber
Źródło: Old Headz Radio

Mający IQ na poziomie 170 mężczyzna przyczynił się do śmierci 3 osób i okaleczenia 29, a wszystko to w imię buntu przeciwko społeczeństwu przemysłowemu. Specjalny oddział FBI tropił Unabombera (psudonim od ang. „UNiversity and Airline BOMber”) przez 17 lat. Serial produkcji Discovery skupia się jednak na ostatnich 2 latach działań mających na celu schwytanie przestępcy. W tym czasie zmieniły się bowiem profil zamachowca oraz metoda jego poszukiwań. Młody profiler FBI, Jim “Fitz” Fitzgerald (Sam Worthington) – choć podobno jego rola w złapaniu Kaczynskiego (w tej roli Paul Bettany) została w serialu nieco przejaskrawiona – obalił poprzednie założenia dotyczące potencjalnej tożsamości Unabombera oraz zainicjował wykorzystanie „lingwistyki kryminalistycznej”. Nowe podejście w sposób bezpośredni przyczyniło się do zakończenia 17-letniego śledztwa i aresztowania zamachowca.

Ludzka perspektywa

manhunt: unabomber
Źródło: Mama Mia

Produkcje oparte na prawdziwych, szczególnie tych znanych, historiach mają zwykle jeden problem – wszyscy wiedzą, jak się kończą. Tradycyjne schematy z docieraniem do finału kompletnie się więc nie sprawdzają. W „Manhunt: Unabomber” nie jest inaczej. Twórcy skupili się więc (również typowo) na drodze prowadzącej do finału, a nie samym finale. Wydarzenia z 1995 i 1997 roku w sposób achronologiczny przeplatają się ze sobą, stawiając dwa pytania: jak udało się Kaczynskiego złapać oraz w jaki sposób zmuszono go, żeby przyznał się do winy. Odpowiedzi nie udzielają jednak udokumentowane wydarzenia i suche fakty, lecz ludzie. Wszystko skrywa się w hipnotyzującym, ale też mocno niepokojącym tańcu Fitza i Kaczynskiego.

ZOBACZ TEŻ  Dramat w sześciu aktach - Botoks - recenzja serialu

„Manhunt: Unabomber” mógłby być niczym niewyróżniającym się serialem wśród true crime i innych, traktujących o pogoni za seryjnymi mordercami, produkcji. Mógłby, ale nie jest. Swoją oryginalność zawdzięcza wyjątkowo sprawnie poprowadzonej paraleli charakterologicznej i psychologicznej pomiędzy agentem FBI i jego celem. Zbieżność między postaciami wydaje się niecodziennie odczuwalna, a wytykanych Fitzowi podobieństw nawet nie próbuje się poddawać w wątpliwość. Jest w tym coś wręcz kontrowersyjnego – zwłaszcza, że do samego końca wbrew logice współczułam Kaczynskiemu, mając wrażenie istnienia między nami jakiejś dziwacznej nici porozumienia, a nie agentowi FBI. Oczywiście nie pochwalam jego czynów, ale gdy chodzi o postaci serialowe (które przecież z pewnością różnią się od tych prawdziwych), to jego postępowanie wydawało się sensowniej umotywowane. Bardziej i mniej drastyczne doświadczenia z dzieciństwa, nieprzeciętna wrażliwość, pragnienie akceptacji, brak umiejętności interpersonalnych i ich efekt, czyli potworna samotność – to wszystko nie pozwalało traktować wychudzonego, tańczącego boso w deszczu mordercy z należną mu surowością. Szczególnie w zestawieniu w Fitzem, który na poziomie szaleńczego, idealistycznego podporządkowywania się celom był do Kaczynskiego niesamowicie podobny, a jednocześnie dalece bardziej antypatyczny. Jego sposób traktowania otoczenia (rodziny, przyjaciół, współpracowników) oraz rzucający się w oczy egoizm, zachęcał do zachowania dystansu i zżycia się w zamian z jego przeciwnikiem. Podczas gdy Kaczynski poświęcał się dla ideałów (które same w sobie zasługują przynajmniej na refleksję, ale manifestowane są przez sprawcę w bestialski, nieludzki sposób) i w oczy rzucała się bolesność ceny, jaką płaci za walkę o te ideały, Fitz sam w sobie okazywał się dla innych kosztem. Agent FBI czerpał z poświęcenia niemal przyjemność, przerzucając cierpienie na innych.

Serial, który zastawia pułapki

Źródło: Tracking Board

Kontrowersyjne wydawać się może także niejakie przyznawanie Unabomberowi i jego ideom racji. Oczywiście nie wprost, ale z już z samej akcji daje się wyczytać pewne korelacje między „Manifestem” a działaniami Fitza. Przestrzegający przed ślepym podążaniem za tłumem zamachowiec zostaje ujęty właśnie dzięki zainspirowaniu się jego słowami. Fitz buntuje się niemal na każdym kroku. Skostniali członkowie zespołu Unabomb ze wszystkich sił starają się go zniechęcić lub są zwyczajnie głusi na jego prośby. Każdy inny by się poddał, każdy inny uszanowałby hierarchię. Ale Fitz nie jest jak inni. Od początku wyróżnia się determinacją, lecz pod wpływem obcowania z Kaczynskim (poprzez jego listy, miejsca zbrodni itd.) staje się niemal rebeliantem, wywrotowcem, a w końcu zdrajcą. I właśnie dzięki sprzeciwowi dokonuje czegoś wielkiego, wyjątkowego; dzięki niemu sukces wieńczy 17-letni pościg za okrutnym widmem.

ZOBACZ TEŻ  Altered Carbon - nieśmiertelność jako produkt - podwójna recenzja produkcji Netflixa

Serial Discovery celowo miesza widzom w głowach. Za sprawą przemyślanej – choć nie wnoszącej niczego nowego – realizacji oraz solidnej gry aktorskiej i to nie tylko głównych postaci, ale i bohaterów drugiego planu (wśród obsady: Chris Noth, Elizabeth Reaser, Lynn Collins, Jeremy Bobb, Keisha Castle-Hughes) trudno oderwać się od ekranu. 8 odcinków mija w zastraszającym tempie. Z napięciem będę wyglądała kolejnej realizacji z cyklu „Manhunt”. Ciekawe, szczegóły jakiego śledztwa Discovery naświetli w następnej serii. Macie swoje typy?