fbpx

Wiemy, jak umarł Jack – recenzja 14 odcinka THIS IS US [Mnóstwo spoilerów]

Obejrzałam. Obejrzałam najbardziej wyczekiwany odcinek serialu This is Us. Odcinek, na który czekał każdy zapalony fan tej produkcji – wiem już – JAK UMARŁ JACK z This is Us. Tekst rodem z kryminału. A tymczasem było tak bardzo przyziemnie.

Od samego początku serialu cały czas mamy zastanawiać się, co się stało z Jackiem. Jak zginął ten gloryfikowany do granic nieba mężczyzna. Wiemy tylko, że traktowany jest przez całą rodzinę jako super-bohater i bardzo często historie związane z nim są tematem tabu dla poszczególnych bohaterów, głównie dla Kate. Obserwujemy jego przemianę z niezbyt dobrego ojca-alkoholika, w cudownego, ciepłego i odpowiedzialnego ojca. Ale już od początku wiemy, że umrze. No i w końcu wiemy, co się stało.

Let the tragedy begin

To, że coś złego się stanie, dowiedzieliśmy się już z końcówki 13 odcinka, gdy Jack sprzątając kuchnię, położył szmatkę blisko kuchennego urządzenia (nawet nie zarejestrowałam, co to było), a to zapaliło się. Zatem odcinek 14 zaczyna się od pożaru. I tutaj Jack pokazuje swoją bohaterską postawę – bo po tym, jak udaje mu się wydostać z domu żonę i dzieci, widzi minę swojej córki, gdy ta słyszy szczekanie psa. I GŁUPI po tego psa biegnie. Ryzykuje swoje życie dla psa. A właściwie nie dla psa, a dla tego, co pomyśli o nim jego córka, jeśli po pupila nie wróci. Moim zdaniem wystarczyło tylko otworzyć drzwi wejściowe i pies by sobie poradził. Ale co ja tam wiem.

Not yet

Nie wraca przez dłuższą chwilę. Wszyscy myślą, że WŁAŚNIE WTEDY UMRZE. Płaczą, przytulają się. Aż tu nagle, drzwi otwierają się i ukazuje się nam postać Jacka z psem i z workiem w ręce. Z workiem, w którym są wszystkie pamiątki – między innymi albumy, wisiorek czy kaseta wideo z nagraniem śpiewającej Kate.

ZOBACZ TEŻ  Piąty sezon Wikingów – czy tego się spodziewaliśmy?

Tak, naprawdę ten bohaterski ojciec i mąż, biega po całym płonącym domu w poszukiwaniu pamiątek rodzinnych. Nierozważnie ryzykując swoje życie.

It’s time

Przenosimy się do szpitala. Jack poddawany jest badaniom. Czuje się dobrze. Ogląda finał Super Bowl i nawet żartuje do żony, że ta zasłania mu telewizor. Rebecca idzie zadzwonić do dzieciaków, a następnie do automatu z jedzeniem. Podchodzi do niej lekarz i mówi, że Jack miał zawał serca i NIE ŻYJE.

Tak i to ten moment. Na tę chwilę czekaliśmy przez prawie dwa sezony. Wiemy, jak umarł Jack. Wydawać by się mogło, że ten perfidny wyciskacz łez sprawi, że będziemy płakać jak bobry. Że jak usłyszymy, że zmarł, bo był bohaterem zbierającym pamiątki po domu, to włączą się nam ogromne pokłady empatii.

A tymczasem dla mnie było inaczej. Odczułam wielki zawód, gdy dowiedziałam się jak umarł Jack z This is Us. Obstawiam, że inni widzowie również. Zastanawiałam się, dlaczego uśmiercili go właśnie w taki sposób. Niezbyt bohaterski. Zginął raczej przez swoją lekkomyślność. Po co leciał po tego psiaka i ten worek rzeczy bezużytecznych? Nic nie znaczących, jeśli traci się to, co najważniejsze – ojca i męża.