Love, sezon 2 – Ciemna strona miłości

Miłość. To z jej powodu od tysięcy lat decydujemy się na głupoty, nie możemy w nocy spać, na przemian wpadamy w euforyczne i depresyjne stany. To właśnie miłości zawdzięczamy największe dzieła tego świata – od klasycznego malarstwa aż do popowych utworów muzycznych. Jest więc coś trochę niewłaściwego, coś – mogłoby się wydawać – przerastającego twórcę, Judda Apatowa, w tym tytule. Bo jak zamknąć rzecz równie wielką w kilkunastoodcinkowym serialu o parze zwykłych, nieco zagubionych ludzi? Nawet, jeżeli to już drugi sezon „Love”?

Jestem Micky i jestem seksoholiczką

love
Źródło: paniko.cl

Akcja kolejnej serii zaczyna się dokładnie w tym miejscu, w którym skończyła się poprzednia, na parkingu stacji benzynowej. Micky (Gillian Jacobs) przeprasza Gusa (Paul Rust) i informuje go o swoich uzależnieniach. Mówi, że zmierza odmienić swoje życie dzięki AA i SLAA (po polsku: grupie Anonimowych Uzależnionych od Seksu i Miłości) i być może za rok mogliby się umówić na kawę. Mimo finałowego pocałunku para postanawia zostać w przyjacielskiej relacji, by nie utrudniać Micky terapii. Jak łatwo się jednak domyślić, nie udaje im się długo wytrwać w tym postanowieniu. Budowany na nowych podstawach związek zmierzyć się będzie musiał z nowego typu problemami.

Co oni w sobie widzą?

Źródło: etonline.com

Odpowiedzi na to pytanie widz nie otrzymuje ani w pierwszym, ani w drugim sezonie. Co więcej, wydaje się, że bohaterowie sami tego nie rozumieją, a to jeden z tych punktów, który przybliża „Love” i jego historię do realnego życia. Gus i Micky, oboje po trzydziestce, zaczynają dostrzegać u siebie potrzebę stabilizacji, ale żadne z nich nie jest na tyle „dojrzałe”, by głośno ją wyeksplikować. Gus to wciąż zakompleksiony, pragnący powszechnej akceptacji naiwniak, a Micky – choć się stara – nie potrafi przestać reagować ucieczką lub agresją na wszelkiego rodzaju niepowodzenia oraz trudności, poza tym jest też po swojemu egoistyczna i okrutna. Widz nieustannie współczuje więc Gusowi doznawanych cierpień, ale z drugiej strony współczuje też zagubienia Micky, której destrukcyjna natura niemal zawsze wygrywa.

Poza ewidentnymi napięciami wynikającymi z różnych charakterów, pozostaje jeszcze kwestia strony wizualnej pary. Oboje są drobni, ale on wygląda jak stereotypowy nerd (z „bonusem” w postaci wielkiego nosa i malutkich ust), a ona to typ uroczej zołzy, która w pubie musi przeganiać natrętnych adoratorów. Razem bohaterowie prezentują się więc kuriozalnie, jak spełnienie mokrego snu wspomnianego stereotypowego nerda albo – jak ujęła to jedna z postaci serialu – jak pokręcony zespół folkowy. To nie typ pary, na widok której reaguje się słowami „ale uroczo razem wyglądacie”.

Nasz portret w krzywym zwierciadle

love
Źródło: parade.com

Przy całej dziwności i specyficzności tej historii – w końcu on jest nauczycielem małoletniej aktorki na planie, ona zmaga się z mniej popularnym uzależnieniem, a całość rozgrywa się w LA – wciąż jest to opowieść uniwersalna. Problemy rodzącego się uczucia między Micky i Gusem (zwłaszcza, gdy oboje skrycie decydują, że to poważna sprawa) to problemy większości rozwijających się relacji. W drugim sezonie nawet bardziej niż w pierwszym podkreślony zostaje nieidealny i nie tak znowu romantyczny obraz miłości – z wpadkami początkujących ofiar kupidyna, badaniem granic w nowej sytuacji, trudnościami ze szczerością oraz z rozczarowaniami sobą nawzajem. Nie ma jednak, co wpadać w depresję. Równocześnie z akcentowaniem mroków miłości twórcy pokazali jej jasne strony – urok związany z wyczekiwaniem na smsa lub na wspólnie zaplanowany czas, subtelnie rodzące się zaufanie oraz poczucie bezpieczeństwa, a także pewną rozczulającą niezdarność w fizycznym poznawaniu granic (nie tylko w sensie łóżkowym, ale też codziennych gestów).

Co zmieniło się w drugim sezonie…

love
Źródło: hellogiggles.com

Do tego momentu recenzji można by odnieść wrażenie, że niewiele nowego się w „Love” dzieje. Tymczasem zmiany są spore. Nie tylko ze względu na poważnie traktowane zaangażowanie Micky w SLAA, ale też zawodową rewolucję Gusa, czy większy udział w fabule bohaterów dotąd drugoplanowych. Bertie (Claudia O’Doherty), która pełniła w pierwszym sezonie „Love” rolę comic reliefa, w drugim staje się pełnoprawną bohaterką odkrywającą przed widzami zupełnie inne aspekty związków niż Micky i Gus. Znaczącą transformację przeszło też napięcie w serialu. Dotąd wszelkiego rodzaju tarcia kończyły się dramatyczną konfrontacją. W drugim sezonie destrukcyjność bohaterów bywa nieco odmienna. To już nie energiczne wybuchy, wrzaski i płacze, ale niepostrzeżenie powracające przyzwyczajenia i pozornie wyplenione wady.

…a co się nie zmieniło, choć powinno

love
Źródło: sw.fanpop.com

Tym, czego zdecydowanie mi zabrakło jest pogłębienie wątku Arii (Iris Apatow). Serial noszący nazwę „Love” mógłby poświęcić więcej uwagi relacji mniej romantycznej, ale wciąż określanej mianem miłości, czyli więzi rodzice-dziecko. W drugim sezonie Aria ponownie głośno wyraża swoją niechęć do kariery aktorskiej, prosząc rodziców o normalne życie. Tymczasem oni – trudno powiedzieć, czy z powodu zachłanności, faktycznej dbałości o przyszłość dziewczynki, czy może przerzucania na dziecko własnych aspiracji – zmuszają Arię do podwojenia aktorskich wysiłków i zupełnego oddalenia się od typowego życia nastolatki i związanych z nim doświadczeń. Tylko czekać, jak mała postanowi popełnić samobójstwo. Nawet wplecione w scenariusz żarty z tej sytuacji nie rozluźniają bowiem atmosfery.