fbpx

Jak wygląda życie po deszczu? Recenzja serialu The Rain

Źródło zdjęcia: Hindustan Times

Nie przepadam za serialami postapokaliptycznymi, ale połączenie faktów, że jest to produkcja skandynawska oraz tego, że jest to serial o nastolatkach, sprawiło, że zabrałam się do oglądania prawie od razu po premierze. I nie zawiodłam się. Wyszło dobrze.

Początek zaczyna się trywialnie. Nastolatki czekają na egzamin. Jedna z koleżanek się spóźnia – Simone (Alba August). W ostatniej sekundzie przybiega, ale zaraz za nią pojawia się jej ojciec. Krzyczy, że wszyscy są w niebezpieczeństwie i mają się schować. Oczywiście nikt nie bierze go na poważnie.

Tata bohater?

Okazuje się, że ojciec to nie jest taki typowy tata. To naukowiec pracujący w wielkiej firmie, odpowiedzialnej za „ratowanie świata”. I wie, co mówi, gdy krzyczy, że nadchodzi śmiertelny deszcz.

I wtedy zaczyna się właściwa fabuła. Ojciec zawozi swoją rodzinę – żonę, córkę i syna – do jednego z bunkrów zbudowanego przez jego firmę. Zostawia ich, bo musi pomóc innym. Ostrzega, że nie mogą go opuścić za wszelką cenę.

I tak mija im 6 lat (SZEŚĆ LAT W BUNKRZE) – wszystko jest ok do momentu, gdy nie zaczynają się kończyć zapasy. Biegnący czas widzimy po Razmusie (w tej roli Lucas Lynggaard Tønnesen) – który z jedenastoletniego dzieciaka, zmienia się w siedemnastoletniego mężczyznę. Postanawiają wyjść.

Okazuje się, że nie wszyscy umarli. Ale świat nie wygląda już tak, jak kiedyś. Poznają grupkę innych nastolatków, pierwotnie są uznani za wrogów, ale szybko zaprzyjaźniają się i razem próbują odnaleźć ojca rodzeństwa.

I to właśnie bardzo podoba mi się w tym serialu – że mimo zupełnie innej (mrocznej) rzeczywistości, w dużej mierze skupiamy się na dorastaniu, na młodzieńczych problemach i na typowym zachowaniu. Pojawiają się pierwsze przyjaźnie, miłości czy nawet zdrady. Dużo też dzieje się w głowach bohaterów.

ZOBACZ TEŻ  Collateral - nowy miniserial Netflixa

Niby koniec świata, a życie toczy się dalej

W poszczególnych odcinkach poznajemy przeszłość poszczególnych postaci, która nierzadko wyjaśnia ich obecne zachowanie. Każda z tych postaci to jednostka indywidualna. Różnią się wszystkim, w „normalnym” świecie nigdy nie zostaliby przyjaciółmi.

I tak idą. Z jednego bunkru do drugiego, z jednego miasta, do drugiego. Spotykają na swojej drodze różnych ludzi, czego skutkiem są różne konsekwencje, między innymi uzależnienie od narkotyków jednego z bohaterów. Trafiają też do dziwnej sekty, która od samego początku wzbudza podejrzenia, bo przecież „w dzisiejszych czasach” nikt nie jest bezinteresowny.

Bardzo dobre wrażenie robi kunszt, z jakim powstała scenografia w tym serialu – obserwujemy naprawdę świetne krajobrazy czy widoki opuszczonych miast, zrujnowanych ulic. Każdy szczegół jest dopracowany, mimo że rzadko widzimy tam wielkie plany otwartej przestrzeni. Głównie skupiamy się na lesie i na bohaterach.

Minusy?

Jasne, jest parę naiwnych scen i parę sytuacji niezbyt logicznych i jak się człowiek dłużej zastanowi, to nie potrafi uwierzyć, że tak to zostało zrobione. Jednocześnie nie był to thriller, którzy wbijał w fotel. Ale jednak całość zakrywa te niedoróbki czy niejasności i serial ogląda się dobrze.

Czyli warto?

To, co zasługuje na uwagę to fakt, że mimo że jest to serial postapokaliptyczny, pokazujący wizję upadku świata, to serial ten nie jest przekombinowany. Ponadto, jest dość ułożony i nieprzewidywalny zarazem. I mimo że nie jest to najlepsza produkcja roku i pewnie nie będzie jakoś super popularny, to sprawił, że z chęcią zasiadłam przed telewizorem i wchłonęłam te 8 odcinków na dwa razy.

Odsyłam do zwiastunu