fbpx

Ania, nie Anna, czyli jak nie żyć w umysłowej trumnie – recenzja 2. sezonu

Źródło: Netflix

Zadziorna, irytująca, pełna wyobraźni – latem tego roku na ekrany powróciła rudowłosa bohaterka serialu inspirowanego kultową powieścią Lucy Maud Montgomery. I tak, inspirowany jest dobrym określeniem, biorąc pod uwagę fabułę drugiego sezonu. Dla zapalonych miłośników książki może okazać się to sporym minusem, ale jeśli pozostaniecie otwarci na zmiany, spojrzycie na Avonlea w nieco uwspółcześnionej perspektywie.

Zielone Wzgórze

Pierwsze określenie, jakie przychodzi mi na myśl podczas próby opisania serialu, to słowo „ładny”. W drugim sezonie dostajemy kolejną dozę pięknych ujęć i klimatycznego soundtracku. Ania momentalnie wprowadza nas w swój świat, a my zaczynamy doceniać potęgę wyobraźni. Jest jednak wiele osób, które słysząc ciągłe ubarwianie rzeczywistości, mają ochotę zamknąć bohaterce buzię. Przyznaję, że momentami dziewczynka potrafi być denerwująca, ale dostrzegam w tym więcej uroku niż ciężkostrawności. Po raz kolejny trzeba przyznać Amybeth McNulty, jak i całej młodej obsadzie, doskonałe wcielenie się w rolę. Mimo kategorii wiekowej 7+ serial celuje również w starszą publikę. W przeciwieństwie do bezpiecznej ekranizacji z 1985 roku, w tegorocznej wersji postanowiono poruszyć całkiem aktualne tematy. Rozumiem, na ile są to nośne treści, ale czuję lekki problem z „przepychem” występującym w kontynuacji.
Ale o tym potem.

 

ania, nie anna
Źródło:The Nerd Daiy

Ciąg dalszy historii

W drugim sezonie Ani, nie Anny dostajemy 10 odcinków. Akcja rozpoczyna się od kontynuacji wątku ze współlokatorami-złodziejami, który na szczęście zostaje odpowiednio szybko rozwiązany. Dalsza część fabuły oscyluje głównie wokół życia w Avonlea i rozwiązywaniu nowych problemów. Mamy całą klasę w szkole, kwestię miłości i dojrzewania, relację z Marylą i Mateuszem. Anię nawiedzają bolesne wspomnienia, ale zdaje się, że jest w pełni szczęśliwa żyjąc z rodziną Cuthbert (od razu przypomina mi się scena na plaży). Dowiadujemy się również o dzieciństwie rodzeństwa, ich przeszłości z matką i bratem. Jednak drugi sezon nie skupia się już na głównej bohaterce w takim samym stopniu, co pierwszy.

ZOBACZ TEŻ  Ania, nie Anna - 3. sezon potwierdzony
ania, nie anna
Źródło:IndieWire

„Żyjesz w trumnie umysłowej”

W kontynuacji pojawiają się zupełnie nowe postacie, których obecność nakreśla problematykę serialu. Jednym z mocniej eksponowanych wątków jest znajomość Gilberta i Sebastiana. Po wspólnych podróżach wracają razem do Avonlea. Mimo zniesieniu niewolnictwa Sebastian spotyka się z niechęcią i rasizmem. Kolejną z istotniejszych postaci okazuje się kolega z klasy, młody artysta Cole. Z powodu swojej „inności” musi mierzyć się z nietolerancją i niesprawiedliwym traktowaniem (oczywiście zaprzyjaźnia się z Anią). W późniejszym czasie wyznaje, że jest gejem. Pomaga mu to przyznać ciotka Diany, Josephine, która podczas ekstrawaganckiego przyjęcia potwierdziła, że z jej przyjaciółką łączyła ją romantyczna miłość. W serii Ania, nie Anna pojawia się również wątek emancypacji kobiet. Nowa nauczycielka odrzuca gorsety, nosi spodnie i stawia na praktyczną naukę. Jak można się domyślić, początkowo nie spotyka się z aprobatą społeczności. Większość tych problemów wynika ze strachu przed innością, życia w „trumnie umysłowej”. Takimi słowami Maryla uraczyła swoją przyjaciółkę podczas kłótni w ostatnim odcinku. I takie właśnie jest główne przesłanie tego sezonu: ograniczają nas własne uprzedzenia.

ania, nie anna
Źródło:IndieWire

Więc właściwie jaki mam problem?

Oglądając drugi sezon Ani, nie Anny miałam wrażenie, że twórcy chcieli poruszyć każdą głośną kwestię: od problemu rasizmu, przez nierówne traktowanie kobiet, nietolerancję związków homoseksualnych, po sytuację Żydów w Europie (scena z handlarzem). Dodatkowo widza mogły denerwować absurdalne sytuacje takie jak teatralna scena ucieczki sprzed ołtarza czy ciągłe wypadki (np.tłuczenie żarówek). Trochę tego za dużo. Jednak w ogólnym ujęciu kontynuacja serialu jest zdecydowanie udaną produkcją. Szczególnie dla fanów Ani z poprzedniego sezonu. Innej niż w książce, bardziej odważnej i żywiołowej.

Drugi sezon Ani, nie Anny potrafi porządnie rozbawić, ale ma też cięższą stronę. Na szczęście doczekaliśmy się happy endu, więc nie zostajemy pogrążeni w smutku. No i Billy oszczędził lisa. Czekamy, co zaproponuje trzeci sezon.

ZOBACZ TEŻ  Dom kwiatów – wrażenia z pierwszych dwóch odcinków