Gry o tron nie trzeba nikomu przedstawiać. Ten niekwestionowany telewizyjny czempion nadal bije rekordy popularności na całym świecie. Z radością jednak przedstawię Wam to, co sprawia, że adaptacja martinowskiej Pieśni Lodu i Ognia jest doprawdy pieśnią wyjątkową. To, co nadaje klimat, podbija emocjonalny odbiór i wypełnia tło wydarzeń, opowiadając historię na swój unikalny sposób.

Mowa, oczywiście, o ścieżce dźwiękowej. Stworzenie muzyki do produkcji bezpośrednio opierającej się na klasycznym fantasy nie wydaje się łatwym zadaniem. Należy pamiętać, że mamy do czynienia z gatunkiem wymagającym odpowiedniego zrozumienia jego własnej specyfiki oraz mocno ukształtowanym przez lata tradycji. Także pod względem dźwięków. Każda nowa kreacja nosi w sobie pamięć o wielkich poprzednikach. Po latach suszy, Gra o tron była niczym życiodajny deszcz. A sama Pieśń Lodu i Ognia, która zaczęła powstawać na początku lat 90., niczym zagubiona perła w fantastycznym morzu. Decyzja o adaptacji zapadła w idealnym czasie, kiedy to możliwości ówczesnej telewizji w pełni pozwalały na godne zobrazowanie tej historii. Niepowtarzalna okazja, aby przywrócić do łask szlachetną fantastykę mediewistyczną oraz skomponować do tego niesamowity soundtrack. Aby sprostać temu wyzwaniu i stworzyć nową jakość, potrzeba było kompozytora zdolnego, poszukującego nowych dźwięków, z niebanalnym podejściem, ale też ze sporą wiedzą, którą mógłby czerpać na przykład od samego Hansa Zimmera. I oto ON. Panie i Panowie, poznajcie Ramina Djawadiego.

gra o tron recenzja soundtracku

źródło : ramindjawadi

Muzyk potrzebny od zaraz

Ramin Djawadi to urodzony w Niemczech kompozytor pochodzenia irańskiego, kojarzony z młodym pokoleniem muzycznych twórców. Ukończył szkołę w 1998 roku jako absolwent bostońskiego Berklee College of Music. Warsztatowo wzrastał pod okiem mistrza Hansa, lecz to nie przeszkadzało mu w poszukiwaniach własnego stylu. Można usłyszeć u niego wpływy swojego nauczyciela, takie jak stopniowo budowane napięcie czy nachodzące na siebie warstwy smyczków. Trzeba jednak jasno zaznaczyć, że mistrz i uczeń to dwaj różni kompozytorzy. Ramin cechuje się upodobaniem do muzycznej różnorodności. Znany z klasycznych utworów pisanych na orkiestrę, ale też żywo zainteresowany muzyką elektroniczną i rockową, o czym może świadczyć mocno gitarowy soundtrack do pierwszego Iron Mana z 2008 roku. Djawadi nie stroni również od dźwięków ojczystego Bliskiego Wschodu. Z kinem związanym z szeroko pojętą fantastyką miał do czynienia komponując muzykę do takich filmów jak : Equilibrium (2002), Blade : Mroczna trójca (2004) czy Starcie tytanów (2010). Jego przygoda z Grą o tron rozpoczyna się w 2010 roku. Później zostaje zaangażowany w takie produkcje, jak: Pacific Rim (2013), Warcraft (2016) oraz popularne Westworld (2016). Najnowszy jego projekt to Pułapka czasu (2018). Dwukrotnie nominowany do nagród Grammy. Po sześciu nominacjach do Emmy, wreszcie zostaje jej tegorocznym laureatem. Za Grę o tron, a jakżeby inaczej. Jest to jego pierwsza nagroda tego formatu. Gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów.

Mało kto wie, że w pierwotnym zamyśle muzykę do Gry o tron miał stworzyć niejaki Stephen Warbeck – angielski kompozytor o dużo większym muzycznym dorobku niż młody, wówczas 37-letni Ramin. Jednak na dziesięć tygodni (sic!) przed premierą serialu doświadczony kompozytor opuszcza projekt. Główni scenarzyści – David Benioff i Daniel B. Weiss – znajdują się w niemałym potrzasku, lecz szybko zastępują muzyka Djawadim, który z marszu wchodzi do studia nagraniowego. Nie, to nie była zmyłka. Soundtrack do pierwszego sezonu hitu HBO powstaje w około dwa i pół miesiąca. Nie wyobrażam sobie nie zwrócić na to uwagi przy ocenie efektu końcowego.

Siedmiu wspaniałych…

Dziś jesteśmy po siedmiu sezonach i tyle samo mamy płyt. Sądzę, że siedem artykułów, w których wybiorę siedem, według mnie, najbardziej wartych uwagi utworów z każdego sezonu, nasyci nas mistycznym znaczeniem tej liczby. Utwory będą przeze mnie komentowane w kolejności zgodnej z chronologią tracklisty. Zaczynamy od sezonu pierwszego. Postaram się za dobre pochwalić, za mniej udane lekko skarcić. Od razu powiem, że pierwsza płyta nie okazała się moją ulubioną. Melodie są mocno poszatkowane. Całkowity czas soundtracku to 66 minut, a w tym aż 29 utworów. Sprawia to wrażenie, jakby były tworzone pod konkretne sceny, dlatego czasem ciężko uznać niektóre z nich za kompletne motywy i spójne kompozycje. Dźwięki pierwszego sezonu traktuję jednak z sentymentem i bez wątpienia stały się one ważnym punktem odniesienia dla całego muzycznego uniwersum Gry o tron. Ramin Djawadi podejmuje próbę uporania się z niełatwym tematem i mimo niedociągnięć daje radę.

Magia czołówki

Dobry opening to już niemal połowa sukcesu, nie sądzicie? Na dobry początek, absolutnie poza konkurencją, Main Title. Jak mogę go ocenić, skoro przez wielu uważany jest za jeden z najlepszych lejtmotywów w historii telewizji? Cóż mogę napisać, gdy potrafią go zanucić miliony ludzi na całym świecie? Po prostu zanućmy go razem. Przygotujcie się… nadchodzi muzyka!

1. Goodbye, Brother (Żegnaj, bracie)
Moment występowania : Jon żegna się z nieprzytomnym Branem; Ned rozmawia z Catelyn przed swoim wyjazdem do Królewskiej Przystani; napisy końcowe po odcinku dziewiątym, w którym Eddard Stark zostaje ścięty przed Wielkim Septem Baelora.

Zaczynamy z wysokiego C – głównym motywem Północy i rodu Starków. Znaczna większość późniejszych utworów związanych z Winterfell będzie mocno osadzona na tej jednej, szczególnej linii melodycznej. Kompozycja ta okazuje się bardzo oszczędna pod względem instrumentalnym, bowiem słyszymy w niej tylko pojedyncze smyczki lekko podbite delikatnym dźwiękiem z drugiego planu. A to wszystko obleczone ciszą. Nic więcej. Możemy zadać pytanie: a cóż więcej potrzeba? Djawadi muzycznie obrazuje losy Starków w kontekście uczucia rozłąki jako czegoś, co definiuje historie naszych bohaterów – na co zresztą wskazuje tytuł utworu. Jak rozłąka, to i tęsknota. Też to słyszycie? Wyszło pięknie i poruszająco. Poniżej występ, który można było zobaczyć w łódzkiej Atlas Arenie w maju tego roku, w związku z trasą koncertową Ramina Djawadiego – Game of Thrones Live Concert Experience. Kto był, zapewne zachwycił się nim tak samo jak ja. W roli głównej oczywiście fenomenalnie wykonany Goodbye, Brother w lekko zmodyfikowanej formie. Zachęcam też do przesłuchania wersji płytowej.

2. The King’s Arrival (Przybycie króla)
Król Robert wraz ze swoją świtą przybywa do Winterfell.

Jak oddać majestat władcy w niespełna cztery minuty? I to władcy nie byle jakiego. Król Robert Baratheon. Założyciel nowej dynastii na Żelaznym Tronie. Pogromca smoczych Targaryenów. Triumfator znad wód Tridentu, gdzie to powalił księcia Rhaegara swym potężnym, bojowym młotem. Niezłe wpisy do CV, prawda? Choć czasy świetności król Robert ma już za sobą, nadal pada na niego blask minionej chwały. Jego przyjazd do stolicy Północy, po raz pierwszy od czasu wybuchu Rebelii, to nie lada wydarzenie. The King’s Arrival podzielono na dwie części. W pierwszej Ramin stawia na charakterystyczne dźwięki rodem ze średniowiecznego dworu. W drugiej zaś klimat utworu się zmienia, przechodząc do czegoś w rodzaju hymnu królewskiego. Chwytliwa melodia mająca wprowadzić nas w podniosły klimat. Udało się.

3. You’ll be Queen One Day (Pewnego dnia zostaniesz królową)
Joffrey ofiarowuje Sansie Stark złoty naszyjnik i prosi ją o wybaczenie krzywd.

Zapytacie, dlaczego akurat ten utwór? Kolejna prosta, niezbyt wygórowana kompozycja. Warto jednak podkreślić, że to jedyny motyw w pełni poświęcony postaci Sansy jak dotąd. W późniejszych odsłonach kompozytor zdecydowanie bardziej skupia się na jej młodszej siostrze. Utwór jest krótki, aż prosi się o wersję rozszerzoną. Zostajemy w klimatach dworskich. Tym razem nieco romantycznych, a wręcz onirycznych. Łagodna melodia wprowadza nas w błogi świat słodkich wyobrażeń naszej bohaterki. Możemy razem z nią przepłynąć przez opowieści o szlachetnych mężach i ich damach serca. W tej konkretnej scenie, w której utwór zostaje wykorzystany, ujmujący uprzejmością młodociany król Joffrey, jest taką samą iluzją, jak wyśniony z pieśni świat Sansy. Cóż… Life is not a song, little bird.

4. The Pointy End (Ostry koniec)
Arya Stark trenuje pod okiem Syrio Forela.

Czas na Aryę. Nasza mała wojowniczka rozpoczyna swoją podróż od ćwiczeń z braavoskim „mistrzem tańca”. Utwór dość spokojny, który z nutką tajemnicy może naprowadzać nas na przyszłe losy Aryi za Wąskim Morzem. Zdecydowanie wyróżnia się na tle całej płyty. Już wiemy, że to nie jest zwyczajna dziewczynka. Melodia raczej lekka i intrygująca. Bije od niej dziecięca ciekawość, jaką niewątpliwie może wzbudzać ekscentryczny nauczyciel fechtunku i czająca się za rogiem przygoda z mieczem w ręku. Natomiast im dalej w las, tym bardziej Djawadi – jak wkrótce zobaczycie – rozwija i znacznie obniża tony zarezerwowane dla Aryi. Zastanawialiście się, jaki instrument wytwarza te charakterystyczne brzmienie? Śpieszę z pomocą. Otóż są to cymbały. Drewniana płyta ze strunami, w które uderza się drewnianą pałeczką. W połączeniu ze smyczkami, trafiły w punkt. Bardzo podobny motyw wystąpił w Things I Do For Love. Jest to nieco zaskakujące, aczkolwiek Lannisterowie są potraktowani na pierwszej płycie bardzo po macoszemu i być może nie ma jeszcze na nich pomysłu. Podejrzewam że nasz kompozytor jeszcze nie do końca traktuje Aryę jako samodzielną postać, więc łączy ją z dźwiękami ogólnie zarezerwowanymi dla klimatu Królewskiej Przystani.

5. When the Sun Rises in the West (Kiedy słońce wzejdzie na Zachodzie)
Zrozpaczona Daenerys dusi nieprzytomnego Droga poduszką.

Jak już jesteśmy przy nietuzinkowych instrumentach, nie mogło zabraknąć motywów dothrackich. Tutaj króluje duduk – tradycyjny armeński instrument dęty z podwójnym stroikiem. Bardzo popularny na Bliskim Wschodzie, ale też w kulturze greckiej i gruzińskiej. Ma piękne, ciepłe i egzotyczne brzmienie. Obrazuje nam gorące ziemie Essos, a także tragiczny koniec miłości Daenerys i Khala Drogo. Utwór przede wszystkim bardzo ładnie prowadzony. Gładko przechodzi w dalsze tony i mimo wolnego tempa, nie dłuży się. Tytuł odnosi się do pierwszych słów obietnicy danej Daenerys przez wiedźmę, Mirri Maz Duur. Jeśli jesteście fanami dothrackich brzmień, koniecznie posłuchajcie też To Vaes Dothrak.

6. Fire and Blood (Ogień i krew)
Stos pogrzebowy Khala Droga zaczyna płonąć; Daenerys wkracza w płomienie.

Nareszcie. Jeden z moich ulubionych kawałków pierwszego sezonu. Według mnie to najbardziej ambitna kompozycja na całej płycie. Słyszymy bowiem utwór dłuższy, który nie zostawia w nas poczucia niedosytu. Nareszcie świetnie stopniowane napięcie. Nareszcie zdecydowana rytmika i hipnotyzujące bębny. Wielu uważa ten motyw za laurkę rodu Targaryenów – też ze względu na tytuł, który jednoznacznie nawiązuje do sławnych Valyrian. Lecz rodu Targaryenów już nie ma. Jest Daenerys. Wygnana, jedyna, ostatnia… Djawadi nie ukrywa, że miał na tę postać konkretny pomysł. Przez niemal cały sezon, Zrodzona z Burzy nie posiadała przypisanych sobie dźwięków. Bo też nie miała nic, co by ją określiło. Miała Droga. Niemal naturalnie wtopiła się w kompozycje dothrackie jako khaleesi, nie Daenerys Targaryen. Rozumiejąc początkowe losy Dany, jako historię wybijania się na niezależność, muzycznie możemy to potraktować bardzo podobnie. Śmierć khala jest pewnym etapem drogi, lecz to jeszcze nie ten moment. Dlatego Fire and Blood to mieszanka. Instrumentalnie to nadal klimaty dothrackie, natomiast melodycznie – zdecydowanie targaryeńskie. Chodzi o sposób wykonania tego utworu. Wolno budowane napięcie i stopniowe wzmacnianie dynamiki są niczym iskra, z której powstaje wielki ogień. Bardzo charakterystyczna taktyka w późniejszych sezonach.

7. Finale
Daenerys wyłania się z popiołów razem z trzema nowo narodzonymi smokami.

Długo się Ramin zbierał na finał, oj długo. Wspomniałam, że śmierć Droga to jeszcze nie ten moment dla Daenerys. Finale to z kolei moment najwłaściwszy. Dany zyskuje nie tylko coś, co przywraca jej rodową tożsamość przodków, ale też definiuje ją jako samodzielną, monumentalnie ważną postać w uniwersum Gry o tron. Smoki. Ikoniczna scena Pieśni Lodu i Ognia zasługuje na przyzwoitą oprawę. Finałowy utwór pierwszego sezonu rzeczywiście brzmi spektakularnie. Nie jest to może taki rodzaj spektakularności, jaki mamy w późniejszych odsłonach, jednak dzięki temu utworowi widzimy, jak soundtrack GoT sukcesywnie się rozwija, a z każdym sezonem pozwala sobie na więcej. Dodanie wokalu ładnie podbija kompozycję w wysokie tony, z kolei dodanie linii melodycznej z czołówki nieodzownie przypomina nam, kto tu jest głównym bohaterem. Słuchając Finale po raz pierwszy, wiedziałam, że to dopiero początek naszej gry. Minus za mało oryginalny tytuł.

 

Dobrnęliśmy do końca, a więc podsumujmy. Ramin Djawadi i jego muzyka do Gry o tron to duże objawienie ostatnich lat. Dawno nikt nie skomponował tak ambitnego soundtracku do serialu telewizyjnego. Pierwszą płytę oceniam oczywiście pozytywnie, ale muszę zwrócić na parę rzeczy uwagę. Jednym z moich głównych zarzutów jest to, że Djawadi podszedł do niektórych wątków zbyt nieśmiało, jakby nie miał w pełni ukształtowanej wizji. Poza tym wielcy nieobecni – Lannisterowie. Próżno tu szukać jakiejś konkretnej interpretacji. Lwy z Casterly Rock to głównie enigmatyczny klimat sekretów Królewskiej Przystani (np. A Raven from King’s Landing), pociągnięty tak zwanym conspiracy theme, który później przypadnie w udziale Littlefingerowi. To jeszcze nie czas słynnych Deszczów. A szkoda. Mocno zachęcam za to do zapoznania się z motywami Muru i Białych Wędrowców, chociażby North of the Wall czy The Night’s Watch. Na duże wyróżnienie zasługuje też Winter is Coming i mający spory potencjał Jon’s Honor. Mocna trójka z plusem za pierwszy sezon. Oczywiście w skali, którą ustanowił sam kompozytor. Ramin postawił poprzeczkę bardzo wysoko. I stąd taka ocena. Po prostu wiem, co nadejdzie później… jeszcze więcej muzyki!

Jeżeli macie własne typy najlepszych utworów z pierwszego sezonu, dajcie znać w komentarzach.

Do usłyszenia przy sezonie drugim!

Wszystkie materiały zamieszczone w artykule objęte są prawami autorskimi i nie mamy do nich żadnych praw majątkowych. Zostały użyte na potrzeby analizy krytycznej dzieła.

 

1209 big - Music is coming! – recenzja soundtracku Gry o tron – Sezon 1.

źródło : tekstowo

Spis utworów :  

1. Main Title
2. North of the Wall
3. Goodbye, Brother
4. The Kingsroad
5. The King’s Arrival
6. Love in the Eyes
7. A Raven from King’s Landing
8. The Wall
9. Things I Do for Love
10. A Golden Crown
11. Winter Is Coming
12. A Bird Without Feathers
13. Await the King’s Justice
14. You’ll Be Queen One Day
15. The Assassin’s Dagger
16. To Vaes Dothrak
17. Jon’s Honor
18. Black of Hair
19. You Win or You Die
20. Small Pack of Wolves
21. Game of Thrones
22. Kill Them All
23. The Pointy End
24. Victory Does Not Make Us Conquerors
25. When The Sun Rises in the West
26. King of the North
27. The Night’s Watch
28. Fire and Blood
29. Finale